AUSTRIA

GROSSGLOCKNER HOCHALPENSTRASSE

Grossglockner Hochalpenstrasse to jedna z najbardziej malowniczych tras wysokogórskich położonych w Alpach. Podczas pierwszego pobytu na niej zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że miałam ochotę wrócić na nią przy pierwszej nadarzającej się ku temu sposobności. Okazja pojawiła się po czterech latach, gdy wybieraliśmy się w Dolomity. Postanowiłam wtedy, że pierwszą noc urlopu spędzimy w jednym z hoteli znajdujących się na trasie.

Nadeszły wakacje i pewnego lipcowego dnia popołudniową porą przybyliśmy na Grossglockner Hochalpenstrasse. Zastana aura bardziej wskazywała na jesień niż na lato w pełni. Było zimno, wietrznie i trochę kropiło, a szczyty tonęły w chmurach. Lecz nawet takie warunki pogodowe nie odebrały uroku temu miejscu, a miałam wrażenie, że mu go wręcz dodały.

Wjechaliśmy na najwyższy punkt na trasie: Edelweisspitze 2571 m n.p.m.. Pierwotnie szczyt był wyższy, ale ścięto go pod budowę parkingów i stojących na nim budynków. Wjazd jest dosyć stromy i sprawia problem wielu kierowcom, ale warto to zrobić dla dostarczającego wrażeń panoramicznego widoku.

Tego dnia cały szczyt był nasz. Zupełnie inaczej wyglądał w czasie naszego pierwszego pobytu na nim. Wtedy udało nam się zatrzymać na Edelweisspitze tylko na chwilę, gdyż nie znaleźliśmy wolnego miejsca do zaparkowania samochodu.

Ze znajdującej się na szczycie kamiennej wieży można zobaczyć, przy dobrej widoczności, około 30 szczytów alpejskich o wysokości przekraczającej 3000 metrów. Wypatrywałam ich nadaremno, ale cieszyłam się, że mogę nasycić oczy chociaż górskimi serpentynami.

Po wizycie na Edelweisspitze dotarliśmy do naszego miejsca noclegu, uroczo położonego wśród zielonych wzgórz. Rozpierała nas radość z pobytu na Hochalpenstrasse i aby jak najlepiej wykorzystać na niej czas, mimo późnej pory, udaliśmy się na spacer po okolicy. Słońce szybko schowało się za wzgórzami i nadciągnęły ciężkie ołowiane chmury, z których porządnie lunęło i przepędziło nas do hotelu. Liczyliśmy na aurę sprzyjającą wędrówkom następnego dnia.

Niestety, ranek także powitał nas deszczem. Nie przeszkodziło nam to w wybraniu się na poznawanie okolicznych terenów. Mieliśmy nadzieję na poprawę pogody. Skorzystaliśmy z wjazdu Panoramabahn Grossglockner w wyższe partie trasy i tam ze względu na wciąż mocno padający deszcz spędziliśmy sporo czasu w restauracji Schareck zamiast na szlaku.

Postanowiliśmy zmienić miejsce pobytu i zjechaliśmy kolejką do miejscowości Heiligenblut, czyli „święta krew”. To była dobra decyzja, gdyż w niej, ku naszemu zaskoczeniu, powitała nas słoneczna aura. W promieniach słońca pospacerowaliśmy po miasteczku i obejrzeliśmy jeden z najbardziej znanych austriackich kościołów Św. Wincentego, w którym przechowywana jest relikwia Świętej Krwi Chrystusa.

Po wizycie w mieście wybraliśmy się na lodowiec Pasterze. Po drodze zatrzymaliśmy się na kilku punktach widokowych. Podziwialiśmy florę i szukaliśmy fauny, czyli świstaków zamieszkujących te tereny – niestety bezskutecznie.

W końcu przybyliśmy do ośrodka Kaiser-Franz-Josefs-Hohe, z którego lodowiec jest widoczny w całej krasie, choć najpierw rzuca się w oczy to, co z niego pozostało. Kurczy się on w zastraszającym tempie.

Postanowiliśmy wykorzystać sprzyjającą aurę i zjechaliśmy na lodowiec zębatą kolejką wybudowaną po II Wojnie Światowej.

W połowie ubiegłego wieku czoło lodowca kończyło się przy kolejce, a obecnie ze stacji jest jeszcze do niego kilkadziesiąt metrów. Na szlaku do lodowca mija się tabliczki z informacją o jego pozycji w poszczególnych latach. Pierwsza z nich z rokiem 1970, a potem kolejne w pięcioletnich okresach.

Lodowiec Pasterze miał kiedyś 8 kilometrów. Jest nadal najdłuższym lodowcem w Austrii, ale ile jeszcze utrzyma się na pierwszym miejscu podium? Tego nikt nie wie. Wciąż się cofa, jak większość europejskich lodowców.

Zacytuję część artykułu Grzegorza Jasińskiego z RMF, którzy przypomniał mi o lodowcu widocznym na kolejnych kadrach.

„Zespół naukowców z ETH Zurich i Swiss Federal Institute for Forest, Snow and Landscape Research przedstawił wyniki najnowszych badań i szacunków dotyczących przyszłości wszystkich 4000 alpejskich lodowców. Za punkt wyjścia przyjęto stan z 2017 roku, kiedy objętość wszystkich lodowców w Alpach sięgała 100 kilometrów sześciennych. Prognozy sformułowano z wykorzystaniem danych obserwacyjnych i najnowszych modeli matematycznych, uwzględniających procesy płynięcia lodowców i ich topnienia. Brano przy tym pod uwagę różne scenariusze emisji gazów cieplarnianych.

Wyniki wskazują na to, że do silnych zmian dojdzie już w najbliższych latach, a do roku 2050 zniknie około połowy masy lodu, niezależnie od tego, czy i w jakim stopniu uda się w tym czasie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Dalsza ewolucja lodowców silnie zależy już od zmian klimatycznych – mówi współautor pracy, Harry Zekollari. Jeśli uda się utrzymać ocieplenie na niższym poziomie, są szanse na ocalenie większej ilości lodu – dodaje.”

To informacja napawająca smutkiem. Oby za kilkadziesiąt lat nie zostało z lodowca tylko tyle, co jest widoczne na poniższych kadrach.

Po spacerze do lodowca wróciliśmy na trasę. Pilnie wypatrywałam na niej kaplicy: Kapelle beim Pasterzenhaus, którą przegapiłam w czasie pierwszego pobytu w tym miejscu. Tym razem nie uszła ona mojej uwadze. Niestety, była zamknięta. Pomimo tego radowałam się możliwością podziwiania jej z zewnątrz, na tle wzgórz malowanych ciepłymi promieniami słońca. Tego dnia nasze spotkanie z Grossglockner Hochalpenstrasse dobiegło końca, ale już wtedy wiedziałam, że w drodze powrotnej znów na niej zawitamy.

Jak zaplanowałam, tak też się stało. Powrót z Dolomitów znów mieliśmy z noclegiem w znanym nam hotelu wśród zielonych wzgórz. Pogoda wciąż zaskakiwała – jak to w górach. Ja jednak – urodzona optymistka – wierzyłam, iż powita nas słoneczny ranek i będziemy mogli wybrać się na spacer nad lodowcem – Gamsgrubenweg.

Następnego dnia zaskoczenie: środek lipca i opady śniegu oraz wiadomość, że droga w północnym kierunku, czyli w stronę Polski jest zamknięta z powodu opadów śniegu i oblodzenia. Wcale nas to nie zmartwiło, a wręcz przeciwnie, ucieszyły nas te zimowe warunki pogodowe w środku lata, chociaż liczyliśmy na coś zgoła odmiennego.

Ruszyliśmy w stronę lodowca w suchutkim aucie mijając po drodze przemoczonych kolarzy wracających z wyścigu, który odbył się na tej trasie w tym prawdopodobnie jedynym dniu w lipcu. Momentami miałam wrażenie, iż się wypogodzi. Wskazywały na to niewielkie przebłyski słońca błądzące po okolicznych szczytach. Niestety, przy ośrodku Kaiser-Franz-Josefs-Hohe było jeszcze gorzej: zimniej, wietrzniej, bardziej mokro. W pewnym momencie, oprócz nas, jedynymi żywymi istotami były nisko latające ptaki.

Grossglockner Hochalpenstrasse pożegnała nas przepiękną deszczową aurą. Piszę to na serio. Mam nadzieję, że jeszcze na nią wrócę, aby zrealizować pokrzyżowane przez pogodę plany.

………………………………………………………………………………………….. INFORMACJE ……………………………………………………………………………………………..

Grossglockner Hochalpenstrasse ma długość 48 km i 36 zakrętów. Jest najsłynniejszą i najwyżej położoną alpejską drogą w Austrii prowadzącą do serca Parku Narodowego Hohe Tauern z najwyższym szczytem w Austrii Grossglockner 3798 m i lodowcem Pasterze. Droga zaczyna się w pobliżu miejscowości Bruck i wiedzie w pobliże miejscowości Lienz.

Wzdłuż drogi znajdują się punkty widokowe i informatyczne, wystawy, ścieżki tematyczne.

OPŁATY

Odcinek drogi między Fusch a Heiligenblut jest płatny.

Szczegółowe informacje o opłatach na stronie: http://grossglocknerstrasse.eu/cennik/grossglocknerstrasse-cennik

GODZINY OTWARCIA TRASY

Trasa jest otwarta od 1 września do 31 maja od godziny 6:00 do 19:30,

od 1 do 30 czerwca od godz. 5:30 do 20:30,

od 1 lipca do 31 sierpnia od godz. 5:00 do 21:30,

Ostatni wjazd na trasę 45 minut przed jej zamknięciem.

NOCOWANIE

Jest możliwość nocowania na trasie. Polecam Berggasthaus Wallackhaus, gdyż hotel oferuje duże pokoje, serwuje smaczne jedzenie i jest z niego blisko do górskich kolejek.

Jeden Komentarz

  • Gabi, odpodrozydopodrozy.pl

    To dzięki Twojej poprzedniej prezentacji wiedziałam, że będąc w Austrii muszę się tam znależc. No i tak się stało. Był to chyba najciekawszy dzień pobytu. Tyle juz widziałąm prezentacji stamtąd, a za każdym razem inna twarz. W Heiligenstadt nie byłam, lokalizacja kościółka zachwyca. W dół lodowca też nie zeszłam, a szkoda. Aura była bardzo trudna, trzeba umieć wydobyć urok miejsca w takich warunkach. Tobie udało sie to znakomicie. Ja przy takiej pogodzie po prostu chowam aparat. Piękna prezentacja, a moje ulubione kadry to rowerzysta i Mariusz na ostatnim, pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *