INDONEZJA

PARK NARODOWY BROMO-TENGGER-SEMERU

Jeszcze dobrze nie zdążyłam przyłożyć głowy do poduszki, a już musiałam zrywać się po kolejnej nieprzespanej nocy. Do wstania z łóżka zmobilizowała mnie myśl, że już niedługo będę witać dzień z widokiem na Park Narodowy Bromo-Tengger-Semeru, że zobaczę i uchwycę okiem aparatu wschód słońca w jednym z najbardziej spektakularnych miejsc w Indonezji, a nawet całej naszej planety Ziemi. Takiej okazji nie można było przespać.

Szybko ubrałam się, wypiłam rozgrzewającą herbatę i wraz z osobami, z którymi spędzałam czas w Indonezji, wyruszyłam jeepem na punkt widokowy Penanjakan 2770 m będący szczytem na krawędzi krateru Tengger. Miałam nadzieję, że podczas prawie dwugodzinnej jazdy uda mi się choć chwilę zdrzemnąć. Nic z tego, wyboista droga nie kołysała do snu, wręcz przeciwnie. Dotarłam na miejsce w zupełnych ciemnościach. Dobrze, że miałam na sobie kilka warstw odzieży, czapkę i rękawiczki, gdyż temperatura oscylowała w okolicach zera. Do punktu widokowego było jeszcze kilka minut pod górę.

……………………………… PUNKT WIDOKOWY PENANJAKAN ……………………………….

Mimo tego, że do wschodu słońca zostało sporo czasu, to taras widokowy był zapełniony ludźmi, a najlepsze miejscówki z widokiem na kalderę zastawione statywami i ich właścicielami. Musiałam „powalczyć” o miejsce dla siebie. Przesuwając się pomału, centymetr po centymetrze, wcisnęłam się na skrawek balkoniku znajdującego się poza barierkami. W tym miejscu nikt nie wchodził w obiektyw, a kaldera pradawnego wulkanu Tengger była znakomicie widoczna. Górował na niej najwyższy na Jawie wulkan Semeru 3676 m. (Dzień wcześniej z jego szczytu podziwiałam okolicę.) Pod Semeru było widać ulokowany: Watangan 2662 m, Widodaren 2650, a na pierwszym planie po lewej Bromo 2329 i wyglądający jak babka z piasku Batok 2440 m – jedyny nieaktywny wulkan z całej piątki.

Przestępując z nogi na nogę i osłaniając się od wiatru czekałam na pierwsze promienie słońca. Jeszcze przed nimi poszedł w ruch spust migawki, gdyż świat został pomalowany w kolorze indygo i fioletu, potem doszedł róż, a indygo zastąpiła żółto-pomarańczowa tonacja. Przed oczami przelatywała paleta ciepłych odcieni. W sercu też było ciepło na widok tak niesamowitego spektaklu przygotowanego przez Matkę Naturę. Brak aktywności Bromo i Semeru, choć małego puff wydobywającego się z ich czeluści, na co liczyłam, został wynagrodzony feerią barw. Wydawało się, że to był sen, ale nie, była to jawa na Jawie.

Jeszcze kilka ujęć i zjazd serpentynami do krateru widzianego z wysokości. Po drodze krótki przystanek na niżej położonym punkcie widokowym. Z niego wyraźny widok na Morze Piasków – ”Sea Sand” – szary piasek wulkaniczny znajdujący się w kalderze szerokości 10 km powstałej po wybuchu dawnego wulkanu Tengger i zapadnięciu się jego stożka.

………………………………………………. MOUNT BROMO ……………………………………………….

W kalderze niedaleko Bromo ukazał się rozległy parking z rzędami samochodów. W powietrzu unosił się pył i było czuć wysoką temperaturę, choć dzień ledwie się rozpoczął. Pod schody prowadzące na krawędź wulkanu można było dojechać konno, ale ja dotarłam na własnych nogach. Zajęło mi to około 20 minut. Najpierw trasa wygodnie prowadziła po płaskim terenie, potem zrobiło się trochę pod górkę i zwiększyła się ilość pyłu, przez co trudno było oddychać. Zdecydowałam się na założenie maseczki. Została mi zapasowa po zdobywaniu Semeru, ale na miejscu też można je nabyć. Polecam też chustę, bandamkę, szalik lub komin, coś czym zakryjecie usta i nos.

Na koniec zostało pokonanie 253 kamiennych stopni. Szłam po nich gęsiego i co rusz przystawałam za osobami tamującymi ruch. W sumie było mi to na rękę, gdyż podczas wchodzenia po nich trochę się męczyłam i z ochotą korzystałam z zatorów, aby złapać oddech. W końcu stanęłam na krawędzi i zobaczyłam wnętrze wciąż aktywnego wulkanu. Radość sprawiało mi obserwowanie wyziewów – oznak jego życia. Był niedosyt, że jest ich tak mało. Z drugiej strony, gdyby było ich za dużo, to wejście na krawędź krateru byłoby zabronione. Już nie raz się zdarzyło, że wzmożona aktywność Bromo nie pozwalała na zbliżenie się do niego.

Jest możliwość obejścia krateru, choć to dość ryzykowne ze względu na wąską grań. Krater jest zabezpieczony niskimi barierkami tylko na niewielkim odcinku i większość osób przy nich kończy „zdobywanie” wulkanu. Na dalszą trasę decydują się już nieliczni. Całe szczęście, gdyż miejscami wyminięcie się staje się dość niebezpieczne.

…………………………………………………… LEGENDA ……………………………………………………..

Na Bromo odbywa się jedna z najważniejszych ceremonii jawajskich hinduistów zwana Yadnya Kasada, w czasie której pielgrzymi wspinają się na krawędź krateru i składają wulkanowi ofiary z warzyw, owoców, żywych zwierząt i pieniędzy.

Obrzęd ten jest związany z legendą, która głosi, iż książęca para Roro Anteng i jej mąż Joko Seger nie mogąc mieć dzieci udali się na pielgrzymkę do Mount Bromo, aby błagać o nie górskie bóstwa. Prośby zostały wysłuchane i para doczekała się potomstwa w liczbie 25. W zamian za to ostatnie narodzone dziecko miało być złożone górom w ofierze. Gdy na świat przyszedł Kesuma – ostatni potomek, rodzice nie chcieli dotrzymać obietnicy. Syn jednak, aby ratować całą społeczność przed wybuchem wulkanu i zniszczeniem wyspy, sam wskoczył do krateru. Rokrocznie górze składane są ofiary, gdyż ludzie wierzą, że w ten sposób obłaskawią bogów, przyniesie im to szczęście w życiu i da większe plony. Składane ofiary są wcześniej poświęcone w czasie uroczystości w świątyni Pura Luhur Poten u podnóży Bromo.

14 komentarzy

    • Renata Łacina

      Dziękuję!
      Miałyśmy inne warunki pogodowe w tym miejscu, ale Ty swoje też świetnie wykorzystałaś. Dobrze pamiętam Twoje klimatyczne zdjęcia z punktu widokowego na kalderę. Ona niezależnie od pogody, zapiera dech w piersiach.
      Serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Małgosia z Akacjowego Bloga

    Renatko masz rację,, to jedno z bardziej spektakularnych miejsc na naszej planecie. Mam wrażenie, jakbym przeniosła się w czasie do epoki sprzed pojawienia się ludzi. Sądzę, że sąsiedztwo wulkanów ma swoje specyficzne pole energetyczne, tam Ziemia pulsuje własnym życiem. Kolory wschodu Słońca bardzo malownicze. Warto było trudzić się podróżą i wczesnym wstawaniem. Patrząc na krawędź ostatniej kaldery i wędrujących ludzi prawie kręci mi się w głowie 😉 Piękne zdjęcia, przemyślane kadry, miło jest tu do Ciebie zaglądać. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Renata Łacina

      Tak, miałam takie samo wrażenie jak Ty, że patrzę na miejsce, które jest jak z czasów powstawania naszej planety.
      Piękniejszych barw o wschodzie słońca nie mogłam sobie wymarzyć. To była nagroda za nocną pobudkę 😉 Widok mnie zahipnotyzował i mimo tłumów wkoło czułam się tak, jakbym tam była sama.
      Miło, że znów zajrzałaś 🙂
      Dziękuję i serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Gabriela

    Cudowna relacja, przepiękne zdjęcia. Podziwiam ludzi, którzy zdecydowali się na zdobycie wulkanu, a ta pierwsza parka z dołu jeszcze sobie kucała, żeby uwiecznić się w takich warunkach. To się wprawiłaś tam w noszenie maseczki, gdzie byście wtedy przypuszczali, że wkrótce stanie się to naszym codziennym dodatkiem. Renata, dziękuję, bo nigdy tam nie będę, a tak mogę podziwiać cuda u Ciebie i to jeszcze za free i bez wysiłku, pozdrawiam

    • Renata Łacina

      Bromo jest proste do „zdobycia”, a spacer krawędzią dla kogoś bez lęku wysokości nie jest trudny, choć miejscami wymaga uwagi, bo jak się zachwiejesz … to chyba trudno wyhamować. Nie, nie wprawiłam się w noszeniu maseczki 🙂 ale tam bez niej się nie dało. Było bardzo sucho i w powietrzu unosiła się masa pyłu. Jeszcze gorzej było na Semeru, ale o wchodzeniu na niego może kiedyś.
      Dziękuję za miły komentarz i pozdrawiam ! 🙂

  • Irena-Hooltaye w podrozy

    Wróciły wspomnienia.
    My się bardzo przeziębiliśmy, różnica temperatur była duża.
    Pobudka rano, punkt widokowy.
    W kalderze smród siarki i pył. Jak spojrzałam w dół krateru, zrobiło mi się słabo.
    Nie jest tam bezpiecznie. Ludzie się przepychają, aby zrobić zdjęcia.
    Jednak widoki wynagradzają wszystko.
    Piękna relacja.
    Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    • Renata Łacina

      Można się przeziębić, bo faktycznie różnica temperatur jest znaczna, od zera do prawie 30-tu stopni. Na krawędzi Bromo nie jest bezpiecznie, ale mając to na uwadze przystawałam, gdy ktoś mnie mijał, albo przechodziłam w szersze miejsce. Fajnie było przejść krawędzią Bromo, gdyż im dalej od schodów na niego prowadzących, tym mniej ludzi, a tym samym przyjemniejsze podziwianie krateru i okolicy.
      Dziękuję i serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Koniczyna

    Czytam Twoje wrażenia i przyznaję, że poczułam się jakbym tam była. Świetnie to opisałaś i cieszę się, że znalazłaś skrawek bez ludzi wchodzących w obiektyw.
    Pięknie obfociłaś ten jakże magiczny księżycowy krajobraz.
    Chciałabym wrócić do Indonezji, na głębszą penetrację terenu. Kraj oferuje wiele, ale nie ma się co dziwić. Wysp jest tysiące a każda inna, każda wyjątkowa.
    Pozdrawiam,

    • Renata Łacina

      Cieszę się, że dzięki mojemu wpisowi przeniosłaś się w pokazane miejsce 🙂 Wiedziałam, że na punkcie widokowym mogą być tłumy, ale nie podejrzewałam, że tak wcześnie ustawi się rządek fotografów i będę musiała „bić się” o miejsce 😉
      Też bym chciała tam wrócić, gdyż jak napisałaś, Indonezja wiele oferuje i każda z wysp jest inna.
      Dziękuję za miły komentarz !
      Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *